Potrzeba. A gdybyśmy przestali być ze sobą w nieustannym konflikcie?

Potrzeba.

Z definicji to stan odczuwania braku czegoś, co jest niezbędne do życia, rozwoju lub dobrego samopoczucia. Wywołuje poczucie niespełnienia i motywuje człowieka do działania, aby ten brak uzupełnić.

Ja jednak dzisiaj chcę napisać o potrzebie trochę inaczej.

Z mojej perspektywy.

Żyjemy w czasach ogromnego pędu. Mam jednak wrażenie, że coraz więcej z nas zaczyna go zauważać i — na szczęście — zaczyna również dostrzegać, dokąd nas zaprowadził.

Przebodźcowanie.

Ciągłe napięcie.

Życie w gotowości.

Trudność z prawdziwym odpoczynkiem.

Zmęczenie, które nie zawsze mija po przespanej nocy.

Smutek.

Zniechęcenie.

Pogorszenie nastroju.

Relacje, dla których coraz częściej brakuje nam czasu i prawdziwej obecności.

Żyjemy szybko tak długo, że dla wielu z nas ten stan stał się czymś zupełnie normalnym.

Udzielił się wszystkim. Nawet dzieciom.

I właśnie tutaj pojawiła się moja refleksja dotycząca potrzeb.

Przyszła do mnie podczas długiego spaceru. Takiego, podczas którego miałam czas pobyć sama ze sobą. Bez pośpiechu. Bez kolejnego zadania. Bez konieczności natychmiastowego odpowiadania światu.

Miałam czas, żeby poczuć siebie.

I swoją prawdę.

Czego ja właściwie potrzebuję?

Oczywiście znamy podstawowe potrzeby człowieka. Możemy odwoływać się do definicji, piramidy Maslowa, psychologii.

Dbamy o swoje podstawowe potrzeby.

Ale mnie interesuje dziś inne pytanie:

Czego potrzebuję ja — teraz?

I czego, kiedy patrzę na ludzi wokół siebie, potrzebuje dzisiaj wielu z nas?

Moja odpowiedź jest bardzo prosta.

Mam potrzebę życia w zgodzie ze sobą.

Bez ciągłego napięcia, że powinnam być gdzieś indziej.

Robić więcej.

Robić szybciej.

Robić inaczej.

Być bardziej.

Mam potrzebę zwolnienia.

Zatrzymania się.

Wyjścia z pociągu i pochodzenia przez chwilę po peronie bez pośpiechu.

Nie mam na myśli rezygnacji z życia.

Nie chcę przestać się rozwijać, realizować, tworzyć, pracować, doświadczać czy spełniać swoich marzeń.

Nie chodzi mi o to, żeby stanąć i stać.

Utknąć.

Nie działać.

Lenić się.

Chodzi mi o coś zupełnie innego.

Chcę żyć spokojnie.

I coraz mocniej czuję, że da się.

Nie wszystko wymaga naszej reakcji

Technologia, tempo, porównywanie się, wyścig, potrzeba bycia na bieżąco, więcej, szybciej, dalej, lepiej — zabrały nam coś niezwykle cennego.

Doświadczanie własnego życia.

Ale możemy inaczej.

Wiem, że możemy inaczej.

Nie musimy reagować na każde powiadomienie w telefonie.

Nie musimy wiedzieć wszystkiego, co wydarzyło się dzisiaj na świecie.

Nie musimy znać wszystkich najnowszych trendów.

Nie musimy kupować modnego kubka tylko dlatego, że nagle mają go wszyscy.

Nie musimy monitorować każdego kroku, każdego parametru i każdej minuty swojego życia smartwatchem.

Nie musimy natychmiast odpowiadać na wiadomość czy maila.

Nie musimy korzystać z każdego zaproszenia.

Nie musimy być dostępni tylko dlatego, że mamy wolny dzień.

Możemy powiedzieć:

Nie. Dzisiaj chcę pobyć sama i proszę, żebyś to uszanował.

Możemy powiedzieć:

Nie dam Ci teraz odpowiedzi, czy pomogę Ci w przeprowadzce. Potrzebuję się nad tym zastanowić.

Możemy powiedzieć:

Nie mam dziś potrzeby wychodzić na kawę.

Nawet jeżeli mamy wolny dzień.

Nawet jeżeli ktoś nie rozumie, dlaczego chcemy spędzić go inaczej.

Nawet jeżeli przez lata wydawało nam się, że skoro możemy — to powinniśmy.

My nie przestaliśmy mieć potrzeb. My przestaliśmy je słyszeć

I to jest dla mnie bardzo ważne.

To nie jest tak, że nagle pojawiła się w nas potrzeba ciszy, odpoczynku, samotności, wolniejszego życia czy bycia bliżej siebie.

My tę potrzebę mieliśmy od dawna.

Tylko przez lata nauczyliśmy się jej nie słyszeć.

Świat był głośniejszy.

Obowiązki były pilniejsze.

Oczekiwania innych ważniejsze.

„Powinnam” często wygrywało z „potrzebuję”.

A „trzeba” z „czuję”.

Być może dlatego dzisiaj jednym z najważniejszych pytań nie jest:

Co jeszcze powinnam zrobić?

Ale:

Czego ja naprawdę potrzebuję?

Wiem już bardzo dużo. Teraz chcę tym żyć

Przez lata gromadziliśmy wiedzę.

O sobie.

O emocjach.

O ciele.

O relacjach.

O granicach.

O odpoczynku.

O rozwoju osobistym.

Czytaliśmy książki. Słuchaliśmy podcastów. Jeździliśmy na warsztaty. Uczyliśmy się od innych. Poznawaliśmy kolejne metody, narzędzia i koncepcje.

I to wszystko było potrzebne.

Ale mam poczucie, że dla wielu z nas przyszedł teraz kolejny etap.

Nie potrzebujemy już tylko wiedzieć.

Potrzebujemy zacząć żyć tym, co wiemy.

Niedawno uświadomiłam sobie, jak bardzo przez lata byłam dostępna dla innych.

Zawsze gotowa odpowiedzieć, pomóc, podpowiedzieć. Również po pracy, wieczorami, w wolne dni.

Aż pewnego dnia poczułam, że już tego nie chcę.

Że chcę mieć prawo do własnego czasu. Do ciszy. Do nieodpowiadania na każdą wiadomość.

Pamiętam moment, kiedy postanowiłam postawić granicę.

Najpierw pojawił się niepokój. A jeśli ktoś się obrazi? Jeśli mnie odrzuci? Jeśli przestanę być postrzegana jako ta, na którą zawsze można liczyć?

Ale wypowiedziałam swoje słowa. Spokojnie. Z szacunkiem.

I poczułam ogromną ulgę.

Nie przestałam być życzliwa. Nie przestałam chcieć pomagać.

Po prostu po raz pierwszy od dawna moja potrzeba stała się równie ważna jak potrzeby innych.

I zrozumiałam, że mogę stawiać granice, nie przestając być sobą.

Bo co z tego, że wiem, jak ważne są moje granice, jeżeli nadal ich nie stawiam?

Co z tego, że wiem, jak ważny jest odpoczynek, jeżeli odpoczywając, czuję wyrzuty sumienia?

Co z tego, że wiem, że nie muszę być dostępna dla wszystkich, jeżeli nadal odpowiadam natychmiast, bo boję się, że ktoś źle o mnie pomyśli?

Co z tego, że znam swoje potrzeby, jeżeli za każdym razem, kiedy je czuję, macham na nie ręką?

Wiedza ma zacząć stawać się życiem.

Codziennym.

Zwyczajnym.

Czasem bardzo prostym.

Nie chcę być lepszą wersją siebie

Dzisiaj nie chcę już gonić za kolejną wersją siebie.

Lepszą.

Bardziej świadomą.

Bardziej produktywną.

Bardziej rozwiniętą.

Bardziej idealną.

Wiem już bardzo dużo. Chcę wreszcie umieć żyć tym, co wiem, i czuć się dobrze we własnym życiu.

Chcę odzyskać wewnętrzną zgodę na siebie.

Na swoje tempo.

Na swoje potrzeby.

Na swoje „tak”.

I na swoje „nie”.

Na dzień, w którym zrobię dużo.

I na dzień, w którym będę potrzebowała ciszy.

Na obecność z ludźmi.

I na potrzebę pobycia samej.

Bo może celem wcale nie jest stanie się lepszą wersją siebie.

Może celem jest przestać być ze sobą w nieustannym konflikcie.

I zacząć wreszcie żyć swoim życiem, zamiast nieustannie próbować za nim nadążyć.

Dlatego zostawiam Cię dzisiaj z jednym pytaniem.

Nie: co jeszcze powinnam zrobić?

Nie: co powinnam w sobie poprawić?

Nie: gdzie powinnam już być?

Tylko:

Czego naprawdę dzisiaj potrzebuję?

I czy potrafię dać sobie zgodę, żeby za tą potrzebą pójść?

Skomentuj